uniwersalna motywacja

Jednym z problemów mojej codzienności jest pewnego typu „przesiąknięcie szarzyzną”, czyli mówiąc prościej zwyczajny brak motywacji. Wstaję rano (zazwyczaj po zbyt krótkiej nocy) i trudno jest mi zacząć działać z uśmiechem na ustach i sercem pełnym nadziei.

Pierwsza rzecz, którą serdecznie polecam to tzw. „reset emocjonalny” wg Metody Wima Hofa. Ćwiczenie jest banalnie proste i niezawodne. 30 głębokich oddechów, następnie opróżniamy płuca z powietrza i robimy maksymalną ilość pompek (wciąż z pustymi płucami, bez oddychania). To ćwiczenie aktywuje tzw. „gadzi mózg” i jego skutkiem jest wyrzut mieszanki hormonów, która pozbawia nas wszelkich negatywnych emocji i mobilizuje do działania. Niestety, taka kąpiel hormonalna nie działa przez cały dzień.

Znalazłem jeszcze jeden sposób, który wydaje mi się bardziej uniwersalny i bazuje na samym mentalnym nastawieniu. Słowem kluczem jest tutaj PRZYGODA, bo to dzięki takiemu podejściu do każdego dnia jestem w stanie wykrzesać z siebie chęci do zrobienia czegokolwiek.

Kiedy biorę poranny prysznic (w momencie, kiedy moja świadomość jeszcze trochę śpi) uświadamiam sobie, że właśnie zaczynam nową przygodę, której skutki nie do końca są jeszcze znane. Nie wiem jak bardzo będę zajęty w ciągu dnia, nie wiem czy nie spotkam się z jakimś nader ciekawym wyzwaniem. Nie wiem nawet w jakim nastroju będzie moja Żona czy mój Synek – każda rozmowa z nimi jest taką nanoprzygodą, gdyż może być nieprzewidywalna w skutkach.
Dziś nawet udało mi się podejść do smażenia wegańskich słonych racuchów jak do przygody i takie podejście daje o wiele więcej energii niż typowe „no trzeba coś zdrowego ugotować, żebyśmy nie byli głodni i żeby dziecko dobrze się rozwijało”.

W moim nastawieniu do życia jest też wiele innych technik, prezentowanych choćby przez Mike’a Dooley’a (typu wizualizacja i wdzięczność) jednak zmiana trybu myślenia z codzienności na przygodę jest obecnie bardziej uniwersalna i można to zrobić w każdej chwili.

Co ciekawe, takie podejście ma zastosowanie także w zaakceptowaniu powszechnie obecnej w naszych życiach niedogodności, czyli wszelkiego typu kredytach czy pożyczkach. Wystarczy taki mentalny „balast” utożsamić z plecakiem, jaki bierzemy choćby idąc w góry (przecież nikt nie idzie w góry bez sprzętu) i od razu łatwiej jest przeżyć kolejny dzień.

Bywaj zdrowa/zdrów i udanej jutrzejszej przygody.

Nowica 2018